Majowa Miriam.

Naaadszedł maj!

Tak, kroczyliśmy w miesiąc, gdy kwitnie bez, są matury oraz jest MAJOWE.

Nie mam pojęcia jak wyglądają u was nabożeństwa majowe. Jednak ja od najmłodszych lat chodziłam z babcią codziennie o godzinie 19 do Groty Matuli by tam z wszystkim poświęcić godzinę na nabożeństwo, śpiew i zatrzymaniu się na chwile. Oczywiście w mojej parafii takich grot kapliczek jest więcej i pod każdą przybywali tłumnie mali i duzi… przystrajając, przynosząc kwiaty, świece, śpiewając „Chwalcie Łąki”, odmawiając litanie do NMP.

Ludzie wymierają, wymiera też tradycja… dziś przy Grocie pojawiła się tylko jedna osoba…

Ale co było zawsze magiczne, że mimo pędzących samochodów 3 metry dalej, sklepu obok… panowała Magia.. nikt się nie odwracał.. nikt nie trąbił.. zdarzało się że się zatrzymywali i dołączali zupełnie obcy ludzie do modlitwy, albo Ci, których dawno w kościele nie było..

No bo przecież u Mamy najlepiej!

Dlatego, czy deszcz czy słońce warto iść i się zatrzymać.

Kocham maj… uważam, że to najpiękniejszy czas i bardzo go wyczekuje… i nie dlatego, że w tym miesiącu mam urodziny… chociaż teraz uważam, że Bóg miał w tym plan, że urodziłam się jednak w maju.. /historia z moimi narodzinami jest dość dziwna i długa, i nie będę nią zanudzać/, ale powiem, że miałam się urodzić w Kwietniu a według wielu już w maju miało mnie nie być.. a tu jednak BUM Jestem.

Kocham maj bo to miesiąc Matuli!

Ja wiem, że Maryja prosiła by modlić się różańcem i że ta modlitwa jest dla niej najpiękniejszym darem, cudownym kwiatem jaki człowiek może jej ofiarować…

Jednak w maju czuć tą inną magię.

Jest ciepło… i wszystko inne mówi, a pomodlisz się w domu, idź na koncert, idź na grilla…

W maju rozkwitają wszystkie kwiaty, a przecież każda kobieta kocha kwiaty – no dobra ja twierdzę, że nie lubię dostawać kwiatów, bo chyba że z serca… chociaż no.. „ręki do kwiatów”nie mam bo nawet moje dwa kaktusy wybuchły…

Maj to RADOŚĆ!

Maj jest kojarzony z młodością, z maturami… no właśnie.. wtedy zdaję sobie sprawę, że przecież Maryja była bardzo młodą dziewczyną, kiedy została Matką Jezusa, była również młoda gdy towarzyszyła Zbawicielowi w Jego ostatniej ziemskiej drodze.

i tak kminie…

Czy ja potrafię aż tak oddać się  Bogu?

Dać mu całe życie, poświęcić je, mimo iż przede mną wielkie życie, perspektywy, może kariera?

Czy ja potrafię radować się będąc w cieniu i z cichością być takimi skrzydłami innych ludzi wspierając ich w ich drodze?

Taka była Maryja!

Być może, dlatego, że była młoda miała tak otwarte serce, płonące miłością,  pałające duchowością?

My młodzi chcemy być dorośli… chcemy udowodnić światu jak bardzo samodzielni jesteśmy! Z drugiej strony oczekujemy pewnej gwarancji bezpieczeństwa od społeczeństwa.

A co miała Maryja?

Nastolatka, która miała dziecko, które no owocem ślubnej miłości nie było…  Nie biegała by dziadkowie pilnowali jej Syna…

Wiedziała, że ma na swoich małych barkach los Króla królów, losy całego świata…  jednakże ich ludzki los nie będzie życiem iście królewskim… w złocie. a raczej prostego ludu w glinie i sianie.

A jednak powiedziała to FIAT! Nie powiedziała… „Ej sory namyśle się, albo jakie są warunki, co za to dostane”

Poświęciła swoją codzienność, dla wieczności!

Maryja pokazuje, że zwykły gest może być początkiem niezwykłej historii.

A czy Ty szukasz wymówek? Wyjaśnień?

Stawiasz warunki?

 

Maryja kocha Cię bezwarunkowo! Pamiętaj!

I za jej wstawiennictwem możesz wiele!

 

Królowo Świata! – módl się za nami.

W.

 

 

1 thought on “Majowa Miriam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.