Wyciągnij Drzazgę, wyrzuć kamienie.

Pewnie po tytule pomyślisz, że piszę tą rozkminę opierając się na Biblijnej nauce, by nie wskazywać belki w oku brata, a szukać we własnym drzazgi… jednak się mylisz!

Również, nie będę przytaczać fragmentu jednej z minionych niedzielnych Ewangelii, gdzie Chrystus odpowiada, że rzucić kamień ma ten, kto jest bez winy…

Nie zawsze, trzeba iść oczywistością… powtarzać znane schematy… Ja rozumiem, że można wiele się rozpisywać i rozmyślać nad interpretacją tych bardzo znanych fragmentów Pisma Świętego… Jednakże, chcę by dzisiejszy wpis nie był z nimi prostą kreską połączony.

Nieoczywista oczywistość…

Tak można określić Wielki Tydzień…

Niby wiemy co się wydarzy w liturgii, niby wierzymy… niby się przygotowujemy… niby działam, przeżywamy rekolekcje, idziemy do spowiedzi… Ma nastąpić ZMARTWYCHWSTANIE!

I to się wydarzy… nie ma cienia wątpliwości!

Najważniejsze Święto się wydarzy… ale zaraz potem wróci szara rzeczywistość..

Pęd w pracy, terminy na studiach, egzaminy, potem majówka…

Wiesz co?

Od poniedziałku miałam okazję przeżywać rekolekcję dla dzieci w mojej parafii, podczas których pomagałam od strony muzycznej animować czas dzieci z Bogiem… Z jednej strony miałam lekką złość, że znów jak jest potrzeba to i ja jestem wzywana na posiłki… z drugiej, cieszyłam się, że ktoś widzi we mnie jakiś cień nadziei… martwiłam się bo prosto z rekolekcji pędziłam na pociąg i jechałam do Poznania na wydział, a tam czekały mnie egzaminy.

Jednak drugiego dnia przyszedł do mnie chłopczyk, który z uśmiechem powiedział „Lubie jak Pani z nami śpiewa, i że możemy tańczyć”, co rozpromieniło moje serce, odłożyłam notatki i stwierdziłam „Ku Twej Chwale Panie”.  Tego dnia wróciłam dość późno do domu… ponieważ po zajęciach na wydziale, starałam się angażować dalej… dalej dzielić się tym, co ponoć potrafię…

I podczas tego całego dzielenia, zauważyłam, że wbiła mi się drzazga… niby nic takiego… i ja tak właśnie pomyślałam… stwierdziłam, że przecież wrócę do domu i ją wyjmę i tak też zrobiłam.

Noo.. zauważyłam drzazgę i ją usunęłam.. dlaczego?

Bo czułam dyskomfort?

Bo bolało?

Gdy wróciłam do domu już przyzwyczaiłam się i nie urażało mnie to tak…

Dziś, tzn w środę.. podczas przeżywania trudnej dla mnie Drogi Krzyżowej.. Samotność w tłumie..

Zrozumiałam, że drzazga to codzienne nasze drobne przewinienia.

Bo przecież… jak oberwiesz taką belką.. bo zrobisz coś mega złego, popełnisz grzech ciężki.. to efekty widać od razu.. siniak… ?

No krwotoku wewnętrznego nie widać.. ale czuć zapewne… nikomu tego nie życzę !

Jednak taka drzazga…

można pomyśleć takie nic…

poboli, poboli… przestanie…

Prawda?

Nie.

Zacznie Tworzyć się ropień… zakażenie.. może nastąpić powolne wyniszczenie.. a nawet śmierć…

Czy tak właśnie nie jest z nami?

Bagatelizujesz to co jest niewielkie…

małe kłamstwo?

Olanie znajomej?

Jedna niedziela bez Mszy Świętej?

Albo nie przeżycie Mszy Świętej godnie?

Małe przekleństwo, plotka…?

Niby nic  takiego… a jednak… powoli.. powoli.. kumuluje się… i rani. Niszczy..

Znajoma przebaczy, o kłamstwie się zapomni, no na niedziele poszuka się wymówki…

Tak nie można.

Nie można bagatelizować… akceptować powszechnych grzechów, przewinień.. bo one będą się powtarzać, zaczną wkraczać do codziennej rutyny, i tak jak drzazga z małego palca.. dla zakażenie do całego krwiobiegu, tak nasze małe grzeszki przyćmi szara rzeczywistość i ten welon sprawi, że znieczulimy się na nie i będziemy je popełniać bez wyrzutu sumienia… coraz częściej i coraz bardziej wpływając na siebie i otoczenie.

Widzisz tu jakiś sens?

Ja rozumiem, że to może być dla Ciebie zagmatwane… rozumiem.

A co z kamieniem?

Ano właśnie…

Wyobraź sobie, że bierzesz kamień i wkładasz go do kieszeni…

Nie czujesz go zbyt prawda?

Zapominasz o nim do czasu prania, albo włożenia ręki do kieszeni.. ale jakoś specjalnie nie przeszkadza Ci on w funkcjonowaniu…

No właśnie.. takie są nasze złe nawyki, które wiemy że są,potem o nich zapominamy.. ale jakoś wielkiej różnicy nam nie robią…

Gorzej jeśli ten kamień… wpadnie Ci do buta..

Czujesz wtedy wielki dyskomfort.

Jednak nie wytrzymujesz długo z nim..

Inaczej robi się pęcherz, albo odarcie…

Tak to jest jak do życia wchodzi rutyna, która nie przeszkadza nam, dopóki nas nie uraża.. nie powoduje, że tracimy poczucie dyskomfortu…

Może tracisz czas przez to na błahe rzeczy?

Nie masz czasu dla bliskich i się od nich odsuwasz, albo oni od Ciebie?

A może… przestajesz doceniać swoje dobre strony?

Przestajesz czuć radość z życia?

Masz za wysokie oczekiwania od życia ?

 

I dziś tak idąc… walcząc sama ze sobą podczas Drogi Krzyżowej… powstrzymując się od łez, od nerwów… doszłam do wniosku, że właśnie…

Moja drzazga duchowa, mimo spowiedzi tkwi… i tu nie chodzi o fakt, że nie wyspowiadałam się szczerze… tylko bagatelizowałam pewien stan rzeczy… uważałam to za coś.. co nie wyrządza mi krzywdy.

Coś co poboli mnie i przestanie…

Moje nagromadzone kamienie, powoli dają odczuć swój ciężar… a ten, który jest w bucie sprawia, że moja wędrówka sprawia mi ból..

Ja!

To moje myślenie… czyny wobec mnie, sprawiają, że wyniszczam…, ze mam dodatkowy ciężar, mimo, że staram się żyć w Wierze i Ufności, pamiętając, że w Każdym Człowieku jest Bóg i Każdego staram się Obdarowywać…

Wiesz co?

Mimo spowiedzi, czystości serca… każdy ma te kamienie i te drzazgi…

Należy je lokalizować i usuwać.. zanim sami sobie zaszkodzimy!

Może nie myślmy za dużo, nie utrudniajmy…

nie stawiajmy sobie morderczych poprzeczek…

nie udawajmy, że nic się nie dzieje… że sami damy radę…

 

W tym co oznacza koniec.. szukajmy początku!

W.

2 thoughts on “Wyciągnij Drzazgę, wyrzuć kamienie.

  1. Po prostu trzeba było być asertywna i powiedzieć „W tym roku nie angażuje się, bo bo mam egzaminy”.
    Mądrzy by zrozumieli, głupcami nie trzeba się przejmować, tylko spławiać.
    Pozdrawiam.

    1. Jednak egzaminy i fakt mego nie były istostną kwestią myśli, która jest symbolicznym kamieniem. Fakt asertywność a raczej jej brak jest pewnego rodzaju kamieniem. Jednak dobra organizacja… nauka nie na ostatni moment… wszystko to da się ogarnąć… nikt nie zasługuje na spławienie.. Bóg nikogo nie spławia bo jest ktoś głupcem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.