Na zimno…. czy może raczej na gorąco? Czyli jak ugotować zupę !

Jakie są Twoje relacje z innymi ludźmi?

Powiadasz, że różne… zależy od tego jak bliska jest dla Ciebie dana persona, co razem przeżyliście, co oczekujesz od danego typa?

Twierdzisz, że czasem trzeba trochę ochłodzić pewne znajomości? Albo samoczynnie następuję spadek temperatury?

Myślisz, że do pewnych relacji można by dodać pikanterii, podgrzać, podkręcić coś?

A jaki masz stosunek do samego siebie?

Zdystansowany, dość chłodny, jednak nadal w jakimś stopniu ciepły…  widzący wiele swoich wad, gdzie trudno znaleźć przewagę zalet? Gdzie zazwyczaj jest ład i harmonia? Gdzie jest pewna konsekwencja i wszystko co się dzieje, albo bynajmniej większość dzieje się ułożonym torem, jednak czasem bywają odchylanie od głównej trasy?

A może gorący? Gdzie wszystko jest takie „OCH”? Takie porywcze, zwariowane… pełne uczuć, szczęścia(!?), pasji, chwil, które czasem bywają na krawędzi zdrowego rozsądku…? Gdzie jest wiele pozytywnych chwil, przygód i grono przyjaciół, którzy śmieją się nawet z powodu pulsującej brwi?

Albo jednak zimny… mrożący? Widzący 800 wad, 3 zalety z trudem wymyślone, gdzie wymagasz od siebie bardzo wiele i bardzo srogo to oceniasz…. Gdzie uważasz się za bryłę lodu, której nie potrzebne jest przytulanie bo wtedy tylko oziębisz znajomych? Gdzie panują restrykcyjne zasady i w pewnym sensie katowanie siebie samego, stawiając sobie poprzeczkę bardzo wysoko i wysoko… a gdy już się do niej zbliżasz przekładasz ją o kolejny stopień do góry by nadal jej nie osiągnąć?

A może zdrowy mix tych wszystkich trzech wariantów i wychodzi z tego letni… taka temperatura pokojowa… ani ziębi, ani parzy.. przyjemnie jest w niej… chociaż  czasem trzeba otulić się kocem radości i sukcesu oraz uśmiechu dobrych ludzi, a czasem trzeba wachlować się i ochładzać by nie popaść w samozachwyt?

Z jednej strony… najłatwiej i najprzyjemniej wybrać opcję numer cztery… z drugiej… wyszukujesz teraz siebie w różnych sytuacjach  i stwierdzasz, że bywa różnie… bo życiu to tak jak z pogodą, raz słońce, raz deszcz…

Mam racje?

Ha! Jeśli tak to właśnie blondyna poczuła przypływ mądrości… 😀 Może dlatego, że właśnie siedzę na podłodze w swojej dziupli i i tak kminie, będąc oparta o kaloryfer, na którym są moje SOWY! <3 A jedna (Pola) właśnie spadła mi na głowę…

A jeśli nie… to trudno… jestem blondynką.. blondynki to też ludzie… i mogą się mylić. No, nie?

A jakie są Twoje relacje do Boga?

Ciepłe?

Letnie?

Zimne?

Gorące?

a może zamrożone?

Nie chodzi mi tu o to ile razy chodzisz do kościoła, czy się modlisz 15 litaniami, czy znasz całą Biblię i studiujesz teologię…

To w tym momencie jest nie ważne…

Zastanów się jak bardzo wierzysz… ile jesteś w stanie poświęcić… w jakim stopniu ufasz…  hmmm?

A może to jest spowodowane strachem?

Objawieniem?

Wpojeniem, że tak trzeba?

Ja wiem, że to cholernie trudne i nie ukrywam… że nie da się tego ocenić jednoznacznie… bo czasem są wzloty… czasem upadki… czasem jest On nam bliższy i po drodze… a czasem się wyłączamy nawet jeśli jesteśmy na Mszy Świętej… bywa to taką skaczącą sinusoidą…

Ale co podpowiada Ci tak szczerze serce?

Może jakiś arytmetyczny rachunek?

Chociaż z tym to nie wiem.. bo ja nigdy z matematyką się nie zbyt lubiłyśmy. Ale może Ty masz jakiś dobry na to wzór?

A teraz mam zupełnie inną rozkminę…

Jak relacja z Tobą, innym, Bogiem powstawała?

Czy było takie BUM!!! i już… Raz dwa.. wielki wybuch i nowy świat… ?

Czy może.. mozolna praca… krok po kroku… ?

I tu dobijamy do sedna.

Zupę podano.

Tak pewnie ten tytuł, może Cię dziwić.. w sumie mnie też on dziwi…

Wiesz…

(Eh znowu sypie dużo kropek.)

Stawiam hipotezę, że myślisz.. że będzie o tym, że zupę można przesolić, przesłodzić… że trzeba doprawić… a z rosołu powstanie dobra pomidorowa… I to wszystko jest prawdą, jednak ja dziś nie na tym chcę się skupić.

Zostajemy w tematyce temperatury.

Pewnie nie raz zdarzyło Ci się oparzyć język, przez to, że spróbowałeś zbyt gorącej zupy?

I co potem się działo?

Po pierwsze bez cudownych eksperymentów, dmuchania, przelewania… ta zupa długo wydawała się zbyt gorąca by ją spożyć…

Po drugie, oparzony język sprawił, że nie mogłeś poczuć całej esencji smaku, wszystko było takie… nijakie!?

A zimne? Smak… też raczej trudno ocenić… i chce się ją podgrzać ale następuje to dość sprawnie.

No właśnie..

Dlatego ten długi wstęp o temperaturach…

Wyobraź sobie, że Twoja relacja… z drugim człowiekiem, Bogiem oraz z samym sobą to właśnie wywar, zupa… może być to rosół… może pomidorowa… a nawet żurek.. wybór należy do Ciebie.

Ale nie skupiajmy się dziś na bukiecie smaku oraz upodobaniach kulinarnych…

Nie patrzmy to pod aspektem, że nie lubię grzybowej więc taka relacja będzie z moim wrogiem.

Zauważyłam pewne zjawisko.

Ludzie w dzisiejszych czasach pragną poweru na już, tego gorąca, pary, która będzie wyczuwalna w całym pomieszczeniu przez wszystkich, intensywności, tu i teraz, na start kontaktów międzyludzkich, przez co… albo po drugiej łyżce następuje oparzenie, bo metal szybko się nagrzewa… albo ona jest, jest ale stygnie… i wystyga… i ta relacja rozmywa się… znikają rozmowy, pojawia się nuda, brak odczuwania satysfakcji, smaku… i zostaje tylko fikcyjna znajomość na portalach społecznościowych i urokliwe „Wszystkiego najlepszego” pisane automatycznie, bo Internet wskazał, że ktoś ma kolejne urodziny.

Czy to nie jest przykre?

Czy to nie jest straszne?

Często też jest z naszymi pomysłami… chcemy, tu i teraz… nalewamy do miski… jednak.. pierwsze sparzenie… i nic, tylko obszczypany język.

A może by skupić się i zamiast ochładzać… ogrzewać?

Tworzyć zupę od podstawy… od zrobienia bulionu?

Tak by na wolnym ogniu powoli podwyższać temperaturę, dodawać przyprawy, tworzyć to wszystko, poznawać, docierać… skupić się na podstawie esencji… na dobrym podłożu? I wtedy cieszyć się dobrym smakiem i dobrą temperaturą dla Twojego podniebienia?

Widzieć, jak to wszystko z wody… zamienia się w pyszną zupę?

Gdzie zawsze jednym gestem, można poprawić, podgrzać, próbując… ?

No.. pędzimy.. świat pędzi… często wolimy odgrzewać coś kupione na wynos… zamiast zrobić coś z niczego?

Każdy przepis jest dobry! Wystarczy wziąć garnek i ruszyć do roboty!

By potem doszło do konsumpcji, która jest czymś przyjemnym i ważnym!

Pamiętaj, że to co zrobione jest od początku od Ciebie zupełnie inaczej smakuje, niż odgrzewane na już w mikrofali!

Wiesz co…

Jesteś mistrzem kulinarnym, spróbuj, a się przekonasz!

Smacznego!

Weronika

„Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół.”  Mały Książę! 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.