Nie bój się, wypłyń na głębię!

Znów miałam zastój w publikowaniu tu tekstów, znów jest wielka czasoprzestrzenna dziura…

Przepraszam, człowiek ma coraz mniej czasu… sesja, też sprawia, że trzeba poczytać coś dodatkowego… a wynajdywanie kolejnych sobie zadań i wymyślnych misji dnia codziennego sprawia, że nie mam czasu na uśmiech, śniadanie, na odpisywanie wiadomości a co dopiero na wrzucanie coś na rozkmine.

Eh….

Żałuję i postanawiam poprawę! Serio!

Ale dziś nie o mnie…

Dziś o Ewangelii z V Tygodnia zwykłego rok. C, którą usłyszymy 10 lutego 2019r.

Łk 5, 1-11
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

„Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy.

Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!» A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci». Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały.

Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym». I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona.

A Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». I wciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim.”

…..
No i co?
Na pierwszy rzut oka widzimy? Ano.. Jest se Szymon, który cumuje łódź z innymi rybakami, ma słaby połów a Chrystus jest na brzegu i mówi, że ma wrócić na wody, zarzucić sieci, on to robi i wraca z tysiącem ryb, aż mu się zaczęły rwać sieci. Po czym Szymon widział potęgę Chrystusa a on powiedział, że nie będzie zwykłym rybakiem…
tyle.
Eeee no dobra…
ale teraz idziemy na głębie.
Widzisz… Szymon był rybakiem.
To był jego „chleb powszedni”, zajmował się tym by zarobić na życie, by mieć za co jeść…
Nie płynął tego dnia pierwszy raz na połów… więc doskonale wiedział, kiedy trzeba wypłynąć by coś złowić.
Dzień jak każdy inny.. chociaż słaby połów..
Co wtedy myślał Szymon?
Mogę postawić hipotezę, że pewnie był zmęczony (przecież na taki połów wyrusza się bardzo wcześnie rano), wiedział, że słaby połów, to słaby zarobek, ale przecież jutro też jest dzień…
No i jest w tej swojej codzienności… cumuje do brzegu.. a tam Chrystus naucza, ba on idzie do Szymona.
Widzisz! Chrystus przychodzi do nas w naszej codzienności!
W Twoim bałaganie, nieokrzesanych włosach, trudach w szkole…
Jezus nie mówi do Szymona „Szymonie, Szymonie przyjdź do mnie!”, ale to On idzie do tego spracowanego człowieka.
Wiec…
Nie czekaj aż Bóg powie ” (Tu wstaw swoje imię) chono ino tu do mnie”
Dlaczego?
Bo Cie nie kocha?
A weź przestań.
On już stoi w drzwiach Twego pokoju, w którym panuje „artystyczny nieład”
Specjalnie dla Ciebie idzie…
Nie ważne czy Ci wychodzi, czy leżysz i ponosisz kolejną życiową klęskę…
Szaleńczo nie?
Ale idziemy dalej.
No i jest ten Szymon.. podchodzi Jezus i widzi, że jest słaby połów. I co mówi?
„Wypłyń na głębie, zarzućcie sieci… „
No..
Jak już wcześniej wspomniałam Szymon nie był rybakiem od dziś, więc doskonale wiedział, że to nie jest pora by cokolwiek złowić, a widząc wcześniejsze łowy,  słowa Jezusa wydają  się irracjonalne.
Hmm.. a on co?
Bez słowa, bez buntu…
Podjął decyzję o ponownym połowie.
Musimy zwrócić tu uwagę na fakt, że Jezus tak skierował do niego słowa, że to on ponosił odpowiedzialność za tę decyzję.. Nie powiedział, „Zaufaj mi/ Ja mówię Ci”, tak skierował tak trochę jak dobry coatch, by to Szymon wiedział, że to on podejmuje decyzję o kolejnym wypłynięciu.
Strach?
Czy może zaufanie i głęboka wiara?
A Ty czym kierujesz się w swoim życiu?
Strachem czy zaufaniem?
Czy Bóg jest Tym, który jest Twoim kołem bezpieczeństwa?
Działasz mimo wszystko?
Pamiętaj, że mimo wszystko ryzykuj!
Wypłyń na głębię, na ponowny połów!
No dobra.. powiesz… ha ha ha. No łatwo mówić.. No ja wiem, że łatwo mówić…
Ale wiesz co jest najpiękniejsze w tej Ewangelii?
By nie przesadzać, nie udawać, lukrować rzeczywistości.
By nie szukać Boga w kościele, nie opierać swoich decyzji na Kościele.
To Ty jesteś Kościołem, a Bóg jest Twoją rzeczywistością, w Twoim codziennym nudnym życiu.
Powiem Ci w tajemnicy… To życie jest cudowne na swój sposób.
Nawet jak nie widzisz Boga, On jest… może jeszcze nie widzisz tego.. może jeszcze nie cumowałeś po pierwszym połowie.
No i widzisz… jak odważysz się to będzie to wynagrodzone…
Bardzo wymowna jest w dzisiejszej Ewangelii chwila, w której dokonuje się powołanie Piotra. Gdy przypada on do stóp Jezusa i mówi o swojej grzeszności, Chrystus zdaje się nie słyszeć tego wszystkiego. Zwraca się do Szymona Piotra, aby przełamać wszelki lęk i opór, który rodzi się w jego sercu: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. Także Izajasz, który z lękiem staje przed Bogiem, we właściwym momencie, napełniony Bożą łaską, mówi z wielką pewnością: „Oto ja, poślij mnie!”.
Odnajdź swoje powołanie!
Usłysz Jego reklamę, która jest mistrzostwem marketingowym, zapewnieniem, które przezwycięży wszystkie Twoje lęki.
Wiesz jak brzmi ten slogan?
„Jestem!”
Czaisz to?
Chciejmy go widzieć w naszej codzienności, nawet jak mówisz, że jest ona cholerna… przeklęta… napełniona strachem, porażką…
Poczuj się powołany, do świętości!
Bo należysz do TEAMU JEZUSA CHRYSTUSA!
Dobrej codzienności!
Weronika!
Dobrze, że jesteś!
Wypłyńmy na połów, na głębie, bo jest przy nas Chrystus!
„Narysuj mi baranka.”
„Mały Książę” Antoine de Saint – Exupery

2 thoughts on “Nie bój się, wypłyń na głębię!

  1. Wszystko by się zgadzało, gdyby nie kwestia wyboru akwenu.
    Np. namawianie introwertyka do udziału w kolejnych światowych Dniach młodzieży, czy innym „spędzie” będzie niedorzeczne, ponieważ w jego naturze jest życie w samotności lub udział w kilkuosobowych spotkaniach. Z drugiej strony dla ekstrawertyka „wypływanie na głębię” w postaci samotnej medytacji byłoby udręką.
    W opisanej Ewangelii Jezus kazał rybakom zrobić to co i tak robią, więc zaskoczenia nie było – dzisiaj jednak często jesteśmy namawiani do czegoś, co z natury rzeczy nam nie odpowiada.
    Jak słyszysz o wypływaniu na głębię, zacznij od pytania „Jaką?”
    Pozdrawiam.

    1. Dlatego mówię i podkreślam, że nasza codzienność jest ważna i nie powinniśmy wydziwiać czy wypierać się jej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.